Kot schroniskowy

Rozmiar: 2551 bajtów

SCHRONISKO - RATUNEK CZY WYROK




[Rozmiar: 29705 bajtów]

To miejsce na naszej stronce poświęcam Zosi - kotce która zamieszkała w moim sercu ale los nie pozwolił jej na nic więcej... Wyrwana z piekła - umarła z wycieńczenia kilka dni poźniej... Byłam prawie gotowa do dania jej domu, biłam się z myślami, osiem kotów?.
Nie zdążyłyśmy się poznac...
Mam nadzieję że tam gdzie jesteś - Zosiu - jest Ci cieplutko i nigdy nie brakuje jedzenia...


W umyśle i przekonaniach wielu osób schronisko dla zwierząt jest miejscem niemal wypoczynku.
Koty mają tam doskonałą opiekę weterynaryjną, schronienie (jak sama nazwa wskazuje) i spokój.

To prawda - są schroniska w których zwierzęta traktowane są godnie a ludzie którzy się nimi opiekują - naprawdę traktują z szacunkiem i ciepłem swoich podopiecznych.
Niestety - takich miejsc jest niewiele a i nawet w nich - zwierzęta nie mają raju. Miejsca te borykają się z wspólnymi dla siebie problemami - brakiem pieniędzy (często brakuje na jedzenie i podstawowe potrzeby), nadmiarem zwierząt, trudnymi warunkami lokalowymi.
Brakuje pieniędzy na wszystko, tłok powoduje u zwierząt stres, łatwo o choroby. Chorujące zwierzęta wymagają konsultacji lekarskiej, leków - to kosztuje, kółko się zamyka.
Mimo najlepszych chęci pracowników, wolontariuszy, dyrekcji - można jedynie zaspakajać naprawdę podstawowe potrzeby zwierząt.

[Rozmiar: 28586 bajtów]

Stres, zagęszczenie i złe warunki to przyczyna wielu chorób, szczególnie szybko dopadają one koty domowe - które nagle z ciepłych pieleszy znalazły się w kocim piekle. Nie mają odporności na choroby, są przerażone tym co się dzieje wokół nich. Także kociaki, tak chętnie oddawane przez wiele osób do schronisk - to główne ofiary kocich epidemii.


Istnieją też schroniska - które poza powyższymi problemami mają jeszcze jeden, podstawowy, czyniący z nich obóz śmierci dla zwierząt - pracowników którzy w najlepszym razie są obojętni na krzywdę zwierząt - w najgorszym - sami ją dodatkowo pogłębiają.
W wielu państwowych schroniskach pracownicy, dyrekcja - mają zwierzęta za nic. Są one jedynie rzeczami na których można zaoszczędzić i zarobić.
Zwierzęta siedzą w małych klatkach, stłoczone, we własnych odchodach.
W zależności od podejścia personelu - chore koty są usypiane z miejsca - nawet jeśli mają tylko rozwolnienie lub zatkany nos czy załzawione oczy, lub umierają czasem wiele dni, bo schronisko chce uniknąć problemów z tłumaczeniem się czemu tyle zwierząt było poddanych eutanazji. Po ostatnich nagonkach w mediach - wiele schronisk jak ognia unika usypiania zwierząt - z "naturalnych śmierci" wytłumaczyć się łatwo - była epidemnia i tyle.
W rezultacie zwierzęta umierają bez praktycznie żadnej pomocy, deptane przez innych nieszczęśników z tej samej klatki lub boksu.

[Rozmiar: 57687 bajtów]

Wyobrażenia wielu osób o tym w jakich warunkach przebywają zwierzęta w schroniskach nijak ma się do rzeczywistości...
Do brudnych, ciasnych klatek, do tłoku, do śmierdzącej papki zamiast jedzenia, do siedzenia we własnych odchodach.


Nie wszystkie schroniska są takie. Na szczęście.
Niestety - przeważnie te "przyjazne zwierzętom" - to w większości schroniska, azyle prywatne. Prowadzone przez osoby które oddają całe swoje życie, cały wolny czas - by pomagać bezdomnym zwierzętom, ratować ich życie, dawać dach nad głową, leczyć, szukać domów.
Niestety - ponieważ często nie mają żadnego wsparcia od Panśtwa, cały czas balansując na granicy bankructwa - w przeciwieństwie do schronisk panstwowych, molochów - których to miejsc schroniskiem wręcz się nie powinno nazywać.
Słowo to kojarzy się z udzielaniem pomocy, daniem schronienia, wparcia.
Jakoś tak się dziwnie składa że można o tych miejscach powiedzieć wszystko - ale nie że pomagają zwierzętom. I nie wynika to tylko z braku pieniędzy - najczęściej przyczyną są zaniedbania ludzi, niechęć do dbania o zwierzęta, lekceważenie ich potrzeb, brak wspołczucia.

[Rozmiar: 35567 bajtów]



Wiele kotów trafiających do schronisk to koty oddane przez swoich opiekunów.
Oddawane są z wielu powodów - znudziły się, coś zniszczyły, na złość innemu członkowi rodziny, zachorowały i stały się uciążliwe, podrapały, jakiś lekarz postraszył alergią, urodziło się dziecko itp.
Gdy ktoś chce pozbyć się kota - powód zawsze się znajdzie. A że w naszym kraju demonizowanie kotów nadal kwitnie - więc wiele kotów które trafiają do piekła zwanego schroniskiem - może za to podziekować lekarzom, którzy każdą wysypkę u dziecka są skłonni zwalić na kota (ciekawe na co chorują ludzie nie posiadający kotów?), nie mówiąc o straszeniu kobiet w ciąży.
Jako że trudno znaleść dom dla kota z dnia na dzień - o ile jego właściciel ma ochotę w ogóle go szukać - więc wiele z tych kotów pewnego pięknego dnia trafia do schroniska właśnie.
Cały paradoks polega na tym że często właściciel nieszczęsnego kota nie wie na co go skazał - biura w wielu schroniskach to odremontowane, ładnie pomalowane pomieszczenia, z komputerami, kwiatkami na parapetach i miłą obsługą. Zostawia się kota i wychodzi. Często z całkiem czystym sumieniem - bo przecież kota się nie wywaliło z samochodu, nie porzuciło w lesie, nie uspiło.
A za to przywiozło się do schroniska - gdzie się nim zajmą.
Człowiek wraca do domu ze spokojem w duszy, czasem nawet dumny z siebie - że był taki humanitarny - a kot ląduje w kocim piekle.
Najgorzej mają koty które zostały oddane bo np. zasyczały na zbytnio spoufalające się z nimi dziecko czy kogos podrapały.
Takie koty dostają automatycznie metkę "agresywne" - co praktycznie zupełnie blokuje im jakąkolwiek szansę na znalezienie nowego domu - chyba że ktoś z wolontariuszy się nimi szczególnie zajmie i osobiście będzie tego domu szukał. Bo kto z potencjalnych chętnych odwiedzających schronisko w poszukiwaniu kota dla siebie - zdecyduje się na kota "agresywnego" podczas gdy w koło jest tyle kotów bez takiej metki?
Pół biedy jeśli kot trafi do schroniska prowadzonego przez ludzi z sercem do zwierząt - takie osoby wytłumaczą o co chodzi, dadzą kotu szansę. W wielkich schroniskach - molochach koty ze wszelkimi "skazami" są na dożywociu.

[Rozmiar: 25248 bajtów]


Do schronisk trafiają najróżniejsze koty i z najróżniejszych powodów.
Bywają w nich koty rasowe, czasem nawet z rodowodami, a także koty nie rasowe o najróżniejszej urodzie, umaszczeniu, wieku i przeszłości.
Powodów oddania kota jest tyle co samych kotów - plus bardzo częsta "motywacja" w postaci niechcianych kociąt nie upilnowanej i niezabezpieczonej kotki (łatwiej jej potomstwo oddać do schroniska niż szukać im domów) oraz pojawienie się w domu dziecka.
Gdy patrzę na to jak nasze koty odnoszą się z wielką czułością do naszego synka, gdy widzę jak on śmieje się w głos gdy któregoś z nich widzi, gdy obserwuję jak obie strony są dla siebie fascynującą przygodą - to serce mi pęka gdy myślę o tych setkach kotów które straciły domy i wylądowały w piekle tylko dlatego że ich opiekunowie {?} się ich pozbyli "dla dobra dziecka".
Do schronisk trafiają także koty dzikie, odławiane z miejsc gdzie żyły - bo np. komuś zaczęły przeszkadzać, ktoś postanowił się ich pozbyć. Czasem odławiane są w całkiem dobrej woli - gdy komuś wydaje się że w schronisku będzie im lepiej. W rzeczywistości nie można kotu dzikiemu zrobić większej krzywdy niż zamknąć go w schronisku. Taki kot nie ma szans na adopcję, jest w ogromnym, stałym stresie, stanowi także ogromne zagrożenie dla pozostałych kotów - gdyż źle znosząc zamknięcie, ścisk, stres - zaczyna często być agresywny, zadając poważne rany swoim pobratymcom.
Dzikie koty także najczęściej nie są leczone - gdyż nie pozwalają się dotknąć.
Sporo schronisk - tych dobrych - wogóle nie przyjmuje dzikich kotów - i chwała im za to.
Oczywiście zdarzają się wyjątki, czasem można takiego kota odleczyć o ile ktoś zechce o to zadbać i spowrotem wypuścić.
Niestety - państwowe schroniska nie mają pozwolenia na wypuszczanie kotów - te które do nich trafią mogą się z nich wydostać tylko adoptowane lub martwe

.

[Rozmiar: 40323 bajtów]



Piszę to wszystko mając nadzieję że uda mi się odwieść od decyzji oddania do schroniska choć jednego kota.
Że choć jedna osoba się zastanowi zanim zapakuje swojego kota w kontenerek i odwiezie do schroniska - myśląc że to doskonałe rozwiązanie dla wszystkich.
Oczywiście, wiele osób wogóle nie obchodzi jaki los spotka ich kota lub jakąś znajdkę której zatrzymać nie chcą lub nie mogą, ale myślę że takie osoby naszej strony nie czytają.
Sporo osób po prostu nie wie czym tak naprawdę są schroniska. Nie zdają sobie sprawy że nie można kotu zrobić większej krzywdy niż go tam oddając.


Jeśli naprawdę nie możesz kota zatrzymać, zdaję sobie sprawę że zdarzają się takie sytuacje i nie zamierzam ich negować, postaraj się zapewnić mu możliwie dobre warunki oczekiwania na nowy dom.
Daj mu w ogóle szansę na to by go znalazł.
Skorzystaj z tego że masz dostęp do sieci - porozwieszaj gdzie się da ogłoszenia o tym że kot szuka domu. Jest masa grup newsowych poświęconych zwierzętom, forumów, stronek internetowych poświęconych adopcjom. Daj ogłoszenia do lokalnych gazet.
Jeśli kot nie może w Twoim domu oczekiwać na nowego opiekuna - poszukaj po okolicznych sąsiadach - może któryś za drobną opłatą i za zwrot wszelkich kosztów zgodzi się go przechować.
Wiele starszych osób nie decyduje się na zwierzę w obawie że odejdą pozostawiając je same, bojąc się także kosztów.

Istnieją także hotele dla zwierząt. To kosztuje, nie jest też rozwiązaniem idealnym - ale zawsze jakimś.
Jeśli nie możesz albo nie chcesz się "bawić" w takie załatwienie sprawy, chcesz po prostu oddać kota bez żadnych nakładów i o nim zapomnieć - to proszę, poszukaj nie tyle najbliższego schroniska, ale jakiegoś mającego dobre opinie, o którym wiadomo że zwierzęta są w nim traktowane godnie i mają choć odrobinę dobrze.
Nie kieruj się opinia laików czy artykułami w prasie, popytaj w sieci wśród osób które mają bezpośredni kontakt ze schroniskami czy azylami, wiedzą co się w nich dzieje " od zaplecza".
Daj też kotu większa szansę na przetrwanie, oddaj go zaszczepionego (w najwcześniej dwa tygodnie po podaniu szczepionki) i odrobaczonego.
To mu naprawdę pomoże.
Niezaszczepiony, domowy kot oddany do schroniska, poddany ogromnemu stresowi - ma niemal gwarancję zarażenia się jakąś infekcja. A to zmniejsza drastycznie jego szanse na cokolwiek poza cierpieniem i śmiercią.

Jeśli chcesz adoptować kota ze schroniska - pamiętaj o jednym.
Taki kot miał kontakt z wieloma zarazkami. Jeśli był silny - to przetrwał pierwszy ogromny stres i ryzykowny okres i jakoś w schronisku funkcjonował. Stres związany z trafieniem do nowego domu może choroby aktywować. One i tak by kota dopadły - tyle że troszkę później. Wystarczyłoby jakiekolwiek rozwolnienie, dodatkowy stres. Ale na daną chwilę adopcji kot może pozornie wyglądać jeszcze zdrowo.
Nie daj się temu zwieść, nie pozwól kota szczepić podczas zabierania do domu (niestety - tak się robi w wielu schroniskach, szczepi koty wyadoptowywane, co jest przyczyną śmierci wielu z nich a szczepionka podana w takiej chwili nawet jeśli nie skończy się tragicznie, to nie ma szansy dać odporności) ani podawać mu preparatów odrobaczających.
Zabierz kota i pojedź z nim do zwykłego lekarza weterynarii, najlepiej jakiegoś zaufanego.
Niech obejrzy kociaka, poda mu profilaktycznie leki podnoszące odporność, poinformuje co powinno budzić Twoje zaniepokojenie.
Niech też wyznaczy moment w którym należy przyjść na odrobaczenie, kiedy należy kota zaszczepić.
Nawet jesli kot ma jakimś cudem książeczkę z wpisanymi szczepieniami i odrobaczeniami - to nie ufaj tym wpisom. Jeśli nawet odpowiadają rzeczywistośći - to kot prawdopodobnie i tak jest zarobaczony a szczepionka z dużą dozą prawdopodobieństwa nie dała odporności z powodu zaszczepienia kota zestresowanego i narażonego na infekcje.
Lepiej kota dwa razy zaszczepić - niż mieć niezaszczepionego.
Jednakże szczepić kota wzietego ze schroniska można dopiero najwcześniej po 2 tygodniach od dnia adopcji.

Nie piszę tego by kogoś odwieść od decyzji o adopcji kota schroniskowego. Zresztą - jeśli ktoś podjął taką decyzję to myślę że jest ona przemyślana i niełatwa do obalenia.
Po prostu - wiele kotów wyrwanych z piekła schroniska przegrywa swoją walkę tuż po tym - bo nowy opiekun nie wie że z piekła nie tak łatwo się wyrwać a jego macki sięgają daleko. Ale można je skutecznie uciąć :)
Po prostu wystarczy parę zabiegów i świadomość kilku rzeczy.
Dużo zależy od tego skąd się kota bierze.
Bo naprawdę bywają schroniska w których bardzo dba się o zdrowie zwierząt, stosuje kwarantannę, leczy na bieżąco, izoluje chore koty, udziela pełnych informacji o ich stanie zdrowia, o zagrożeniach.
Ale to stale kropla w morzu schronisk - piekieł.

Zajrzyj tutaj - to przykład schroniska z którego inne mogłyby brać przykład.